Rocznica urodzin Juliena Bryana

Jeśli społeczeństwa wolnego świata nie podejmą niezbędnych działań, już wkrótce Paryż, Londyn, a nawet Nowy Jork, podzielą los zdruzgotanej niemieckimi bombami Warszawy”.  

Słowa te wypowiedział Julien Bryan, amerykański dokumentalista, fotograf i reżyser, w zrealizowanym przezeń filmowym raporcie z oblężonej przez Niemców Warszawy. Dobrze wiedział o czym mówi, bo w broniącej się polskiej stolicy przebywał dwa długie tygodnie (7-21 września 1939 r.). Dzieląc niedolę jej mieszkańców miał zatem wątpliwą okazję osobistej obserwacji tego, co sam określił mianem „(…) grozy nowoczesnej wojny”.   

  

Grozę tę odczuł już niebawem po przekroczeniu polskiej granicy. Zanim bowiem trafił do Warszawy, cywilny pociąg w którym do niej zmierzał, niemal cudem uniknął niemieckich bomb. A przecież w dniu rozpoczęcia ataku na Polskę Hitler deklarował, że nie będzie „(…) prowadził wojny przeciwko kobietom, ani dzieciom (…)”, a działania Luftwaffe ogranicz się miały do niszczenia obiektów militarnych.  

  

Zapewnienia o „czystej wojnie” okazały się zatem hipokryzją niemieckiej machiny propagandowej. To co Bryan miał już niebawem ujrzeć w obleganej Warszawie przerosło jego najśmielsze wyobrażenia. Jak sam wspominał: „Znalazłem się w mieście, które miało zmierzyć się z najgorszym dotąd oblężeniem w historii nowożytnej”.   

Trawiony płomieniami Zamek Królewski, rozpaczająca nad ciałem zabitej siostry Kazimiera Mika, spoglądająca na zgliszcza rodzinnego domu dziewczynka z psem - to tylko część spośród ikonicznych zdjęć wykonanych wówczas przez Bryana. Wybrane fragmenty jego wspomnień nie pozostawia złudzeń co do totalnego charakteru rozpętanej przez Hitlera wojny:  

 

Rozmawiałem z pielęgniarką, która swoje obowiązki wykonywała siedem dni i siedem nocy w tygodniu. Cały czas była do dyspozycji”  

  

„Niemcy zawzięcie, bezlitośnie i z premedytacją starali się doprowadzić do pozbawienia tych ludzi (rannych w jednym z warszawskich szpitali) szansy na przeżycie. Niewielu z nich udało się uratować”. 

 „Zobaczyłem salę operacyjną. Wszystko zostało zniszczone” 

  

„Każdego popołudnia nieprzyjacielskie eskadry zrzucały bomby zapalające. Nocą całe dzielnice miasta stały w płomieniach” 

 

„Ich życie (dzieci urodzonych podczas oblężenia) dopiero się zaczęło, a już stały się ofiarami wojny”.  

 

Po przedostaniu się do Stanów Zjednoczonych Julien Bryan niezwłocznie przystąpił do prac nad filmowym dokumentem. Zaledwie dziesięciominutowa produkcja pt. „Oblężenie” w krótkim czasie obejrzały miliony widzów. Do tego momentu większość z nich wciąż nie była w pełni świadoma skali narastającego zagrożenia.  

Ostrzeżenie Bryana już wkrótce potwierdziło się. Tak jak w pierwszym roku wojny niemieckie bomby okazały się postrachem mieszkańców polskiej stolicy, tak w kolejnych latach piloci szczędzili ich m.in. miastom brytyjskim, greckim i jugosłowiańskim. Wysiłki Bryana (zaprezentowane również w wysokonakładowych czasopismach „Life” i „Look”) walnie przyczyniły się do ukazania skali niemieckiej agresji.  

  

Dziś obchodzimy kolejną rocznice urodzin tego dzielnego człowieka (23 maja 1899), bez którego determinacji i poświęcenia, ostrzeżenie dla świata nie wybrzmiałoby odpowiednio dosadnie. Nie ma bowiem wątpliwości, że to właśnie za jego sprawą hipokryzja niemieckiej machiny propagandowej została zdemaskowana.

 

Przemysław Mazur

 

Tagi: