Sekrety i ciekawostki Turnieju Czterech Skoczni

Turniej Czterech Skoczni, w skrócie TCS (niem. Vierschanzentournee) to międzynarodowa impreza w skokach narciarskich, organizowana cyklicznie od 1953 roku, na przełomie grudnia i stycznia każdego roku, w czterech miastach: niemieckich Obersdorfie i Garmisch - Partenkirchen i austriackich Innsbrucku i Bischofshofen. Przy czym zawody w Garmisch-Partenkirchen zawsze odbywają się 1 stycznia i jest to tradycja turnieju.

Zwycięzcą danej edycji TCS zostaje zawodnik, który łącznie zdobędzie największą liczbę punktów we wszystkich czterech konkursach.

Od 28 edycji, przeprowadzonej w sezonie 1979/80 Turniej Czterech Skoczni stanowi część Pucharu Świata.

Od 45 edycji(sezonu 1996/97) wszystkie konkursy turnieju rozgrywane są tzw. systemem KO. Przed pierwszą serią skoków, pięćdziesięciu zawodników dobieranych jest w pary, według rezultatów z kwalifikacji (najlepszy z najsłabszym, drugi z czterdziestym dziewiątym itd.). Do drugiej serii awans uzyskuje każdy zwycięzca z danej pary oraz pięciu tzw. lucky losers, czyli pięciu najlepszych zawodników spośród wszystkich przegranych. 25 zwycięzców par i 5 szczęśliwych przegranych tworzy trzydziestkę, biorącą udział w drugiej serii, przeprowadzanej według tradycyjnych zasad.

Od 61 edycji (sezon 2012/13) nagrodą za wygranie klasyfikacji generalnej imprezy jest statuetka złotego orła, a jej pierwszym zdobywcą był Gregor Schlierenzauer.

Rokrocznie turniej ściąga do Bawarii i Północnego Tyrolu wszystkich najlepszych skoczków narciarskich świata, kusząc wysokimi nagrodami finansowymi oraz zaskakując nowinkami technicznymi (np. system zamrażający cały rozbieg w przypadku odwilży, zastosowanie laserowej linii, widocznej na zeskoku dla kibiców i skoczków, ledowe podświetlenie belki startowej, sygnalizujące zmianą koloru, możliwość oddania skoku przez zawodnika, sztuczne tory najazdowe, czy nowatorski sposób przeprowadzania transmisji telewizyjnej). I mniej więcej do tego momentu każdy telewidz śledzący skoki narciarski - a od czasów Adama Małysza nie ma Polaka, który by się na tej dyscyplinie sportu nie znał, wszyscy wszystko wiedzą. Każdy potrafi ocenić czy skok jest spóźniony, czy skoczek dobrze wyszedł z progu etc. 

Ale Turniej Czterech Skoczni to nie tylko Kamil Stoch, Adam Małysz i Sven Hannawald - których nazwiska były we wszystkich mediach odmieniane przez wszystkie przypadki. To też mówiąca wiele statystyka, nazwiska, o których nikt już dzisiaj nie pamięta - a szkoda. Oraz kilka polskich smaczków, tym bardziej zapomnianych.

Trochę cyferek:

1. Turniej odbywa się od 66 lat - ale to już wszyscy wiedzą. 

2. Zawodnikiem, który wygrał najwięcej edycji jest Janne Ahonen - zrobił to 5-krotnie w latach: 1999, 2003, 2005, 2006, 2008. Zaraz za nim z czterema wygranymi plasuje sie legenda skoków narciarskich Jens Weissflog. Pamiętacie o tym?

3. Nacją, która wygrywała najczęściej TCS są... Austriacy. Zaraz za nimi sa Norwegowie i Finowie. Polacy są na 7 pozycji i do przyszłego roku zepewne nic sie nie zmieni. 

4. Najwięcej zwycięstw indywidualnych ma na koncie: Jens Weissflog ex aequo z Bjornem Wirkola po 10. Ahonen jest trzeci z 9 zwycięstwami. Kamil Stoch jest ósmy z 5 wygranymi. 

5. Tylko dwóch skoczków w historii wygrało wszystkie cztery konkursy edycji. I byli to oczywiście Sven Hannawald(2001/2002) i Kamil Stoch(2017/2018).

5. Najwyższą przewagę nad drugim zawodnikiem w klasyfikacji generalnej osiągnął Adam Małysz podczas 49. edycji TCS  (sezon 2001/2002), a wyniosła ona 104,4 punktów (co daje odległość ok. 58 m w łącznej długości wszystkich ośmiu skoków). W tym samym turnieju Polak – jako pierwszy w historii – uzyskał ponad tysiąc punktów (1045,9) oraz wygrał wszystkie kwalifikacje, przed każdym z 4 konkursów.

6. Ośmiu zawodników zwyciężało w klasyfikacji końcowej danej edycji TCS, nie wygrywając żadnego z czterech z konkursów. Jednym z nich był Janne Ahonen. 

7. Tylko dwukrotnie w historii odwołano poszczególne zawody TCS. Pierwszy raz − 4 stycznia 2008 w Innsbrucku (zamiast niego, 5 stycznia 2008 odbył się dodatkowy konkurs w Bischofshofen). Drugi tego typu przypadek miał miejsce 28 grudnia 2014 w Oberstdorfie, gdy zawody przełożono na następny dzień, ze względu na bardzo silny wiatr.

8. W sezonie 1963/1964 – podczas 12 edycji – bliski zwycięstwa w klasyfikacji generalnej był Józef Przybyła. Po zawodach w Oberstdorfie zajmował on 6. miejsce, w Garmisch-Partenkirchen wywalczył 3. miejsce, a tę samą lokatę powtórzył w Innsbrucku, ustanawiając rekord skoczni (95,5 m). Po trzech konkursach plasował się na 2. miejscu, zaś do prowadzącego Veikko Kankkonena, tracił zaledwie 1,5 pkt. W Bischofshofen w pierwszej serii Przybyła uzyskał 100 m i objął prowadzenie w turnieju. Ponadto otrzymał specjalną odznakę stumetrowca, gdyż jako pierwszy na tej skoczni osiągnął tę odległość. Drugi skok Polaka zakończył się upadkiem, bowiem najechał on na kamień po wylądowaniu. Skutkiem tego sędziowie odjęli mu aż 30 pkt. Ostatecznie zajął w konkursie 41., a w klasyfikacji generalnej całej imprezy 7. miejsce. Gdyby ustał oddany skok na 90 m w drugiej serii, znalazłby się na podium TCS, być może nawet na jego najwyższym stopniu. Po tych zawodach niemieccy i austriaccy dziennikarze określili Przybyłę mianem Polnischer Rekordjäger (polski łowca rekordów).

9. W 1966 roku na noworoczny konkurs w Ga-Pa zaproszono Stanisława Marusarza, który miał wtedy prawie 53 lata, a nie skakał od dziewięciu. Pomimo tego postanowił skoczyć z Große Olympiaschanze. Decyzja Polaka wywołała konsternację wśród sędziów. Marusarz pożyczył narty i buty, skoczył jednak w garniturze i krawacie. Osiągnął odległość 66 m, a po wybiegu nosili go na ramionach skoczkowie, m.in. Bjorn Wirkola. Następnego dnia Polak otwierał konkurs na Bergisel w Innsbrucku, lądując w granicach 70 m. 

info+foto: wikipedia.com

 

Chcesz być na bieząco z informacjami ze świata historii? Jesteśmy na facebooku polnocnej.tv. Szukaj nas na Twitterze oraz wyślij nam maila. 

Tagi: